#6 wtorkowe fiu bździu

Zauważyłam, że mam w swojej główce więcej tematów do opisania niż sądziłam. Jednak pisanie bloga nie tylko dla siebie to był świetny pomysł. Miało być o czymś zupełnie innym, ale rano dostałam innej weny twórczej. A wszystko zaczęło się od oglądania w necie carvingowych dzieł, tzn rzeźb zrobionych z owoców i warzyw (chyba jednak jestem zdrowo walnięta)

Tak łatwo przychodzi nam oceniać innych, ich postępowanie, czy to co robią jest moralne, czy też nie. Jestem daleka od tego, ale wiem, że większość z was niestety nie. Od jakiś już dobrych kilku lat mam gdzieś jak postępują inni ludzie, bo każdy powinien rozliczać się sam. Wczoraj, na spotkaniu towarzyskim zapytałam pewnego Pana czego on właściwie chce od życia? Odpowiedział, że sam w gruncie rzeczy nie wie. To ja się pytam kiedy się dowie, przecież ma już prawie cztery krzyżyki? – Może nigdy. Trochę mnie to przeraziło, bo ja jeszcze jestem młoda (i piękna) i wydaje mi się, że jakiś tam zarys tego co chce od życia mam, ale zostałam sprowadzona na ziemię, że jednak nie wiem i pewnie jeszcze długo się nie dowiem (chyba powinnam się obrazić, ale kolacja była zbyt smaczna by przejmować się głupim gadaniem mojego towarzysza).

a ja po prostu w gruncie rzeczy kocham życie i staram się do niego uśmiechać każdego dnia, bo nie wiem, który uśmiech będzie tym ostatnim. Czasami jest ciężko, ale czy ktoś powiedział że będzie łatwo? Nie. Także generalnie stwierdzam, że chyba jestem już bliska w osiągnięciu umiejętności oddzielania ziarna od plewu i słucham w życiu tych których powinnam słuchać, tych którzy pewnie mi dobrze życzą. Grunt to w każdym momencie życia wiedzieć gdzie się znajdujemy. Ja czerpię garściami z tego co mi oferuje życie, ale nie bywam zachłanna, bo i po co? Nie wezmę więcej niż dam radę unieść.

Także ludzie! Więcej uśmiechu i dystansu do tego co nas otacza. Bywa ciężko, ale patrząc w odpowiedni sposób, może być naprawdę pięknie. Trzeba tylko chcieć spojrzeć z szerszej perspektywy bez – tak bardzo pospolitych – klapek na oczach.

No nic, w tle Jean Michel Jarre, jest miło, ciepło sympatycznie, ale czas wstawać.

Pozdrawiam

#5 Wilk

Kilka dni temu została polecona mi książka „Pan Wilki kobiety”. Wiedziałam, że osoba, która mi ją poleca mylić się nie może, bo zazwyczaj po tym co mówi można stwierdzić, że gust ma ;) Takze będąc przelotem na zakupach odwiedziłam księgarnię, nie spodziewałam się, że dostanę ją od ręki w moim dupnym mieście, jednak zostałam pozytywnie zaskoczona i stałam się szczęśliwą posiadaczką lektury. Nie napiszę obszernej recenzji, bo nie o to chodzi, jednak ta książka chociaż się nie zapowiada, autentycznie mną lekko wstrząsnęła. Bez przerostu formy nad treścią, niejaki Wilczek, w otoczce perwersyjnego seksu i znajomości z wieloma kobietami opowiada historię (jak dla mnie okropnie smutną) swojego życia, tęsknoty, której nie jest w stanie zagłuszyć niczym. Nie raz się zaśmiałam, raz zapłakałam. Jeżeli książka wzbudza we mnie jakieś emocje to znaczy, że jest po prostu dobra. Nie jest to Dostojewski, ale ja odnalazłam tam kawałek siebie.

Z innej beczki, wczoraj minęło równo dwadzieścia pięć lat odkąd pojawiłam się na tym plugawym świecie. Były to moje najsmutniejsze urodziny jakie do tej pory przyszło mi świętować. Czuję się taka bezsilna wobec tego wszystkiego. Dzisiaj jest lepiej, jutro będzie jeszcze lepiej, a za dwa dni na wspomnienie o ludzkiej podłości powiem – „wali mnie to”. Chyba nie ma sensu przejmować się małymi, żałosnymi ludźmi. Karma wróci, cierpliwi zyskują więcej. A zemsta na zimno (podobno) smakuje najlepiej.

#4 czy w dzisiejszym świecie opłaca się zaufać

Stwierdzam, że chyba jednak nie. Od dłuższego czasu starałam się iść w jakość a nie ilość ludzi, którymi się otaczam, ale chyba to jest kolejna rzecz, która mi w życiu nie wychodzi.

Jak nazwać osobę, która jest ci w życiu bardzo bliska, można powiedzieć- „palec byś sobie dał obciąć”,a która jednak przy sprzyjających okolicznościach byłaby w stanie wbić nóż w plecy? Chciałabym w życiu mieć świadomość, że istnieje ktoś komu mogę po prostu zaufać, ktoś kto będzie po prostu kierował się takimi samymi zasadami jak ja, ktoś kto będzie po protu lojalny.

Jak tak sobie siedzę i myślę to stwierdzam, że każdy dba tylko o swoje cztery litery i tam własnie ma innych ludzi. Liczy się tylko JA, MOJE… też bym chciała tak umieć, może żyłoby mi się wtedy lepiej. Jak to mówią: jeśli masz miękkie serce to musisz mieć twardą dupę. Mam wrażenie, żeCzłowiek coraz starszy, a coraz głupszy , czas ucieka jak szalony a problemy właściwie są ciągle te same, tylko aktorzy inni. Hmmm sama nie jestem idealna, mam coraz mniej zasad moralnych ale przynajmniej staram się być fair wobec osób które szanuje. Przykre jest to, że po raz kolejny zawiodłam się na osobie której tak bardzo ufałam, a okazało się, że jest po prostu pustym pudłem, które patrzy tylko na swoje profity. Pocieszające jest w tym wszystkim to, że karma wraca ( w moim przypadku tylko ta zła hehe) i każdy w jakiś sposób poniesie konsekwencje swoich czynów – tego jestem świadoma jak niczego innego w życiu.

I tak oto zaczynam swoją niedzielę.


Life is a drink, and love’s a drug

#3 brak motywacji

witam w jakże przepiękną i wietrzną sobotę

Moją pierwszą dzisiejszą myślą po przebudzeniu było: jak mi się nie chce… w sumie od dłuższego czasu to jest moja główna myśl. Nie wiem dlaczego, czy to po prostu taki charakter czy mam jakiś problem ze sobą i z ogarnięciem swojego życia. Fakt jest taki, że w mojej obecnej sytuacji życiowej nie pomaga mi to, że wszystko jest robione za mnie. Moim głównym zadaniem każdego dnia jest podnieść szanowne, zgrabne oczywiście, cztery litery, pójść do pracy i z niej wrócić. Ambitnie, nie ma co..

Brakuje mi zdecydowanie emocji w życiu, nienawidzę pospolitości a sama stałam się pospolita aż do bólu.To się chyba nazywa dorosłość. Czas spojrzeć prawdzie w oczy, że nie mam już szesnastu lat i wypadałoby się życiowo ogarnąć, ale skąd wziać motywację? Skoro tak właściwie każdy dzień przeżywam tylko dla siebie,tak właściwie bez konkretnego celu… Patrzę na kobiety, które mają dla kogo żyć – dla dzieci, męża i chyba zaczynam delikatnie zazdrościć, chociaż zazdrość to bardzo destrukcyjne uczucie, którego staram się unikać.

Skąd czerpać motywację? Może po prostu potrzebuję, żeby ktoś mnie porządnie kopnął w dupę, bo chyba trochę zaczęłam się nad sobą użalać. Co to będzie za kolejne kilka lat, strach się bać!

Słonecznego weekendu

#2 wszechobecny fałsz

Rozmawiając z różnymi ludźmi zastanawiam się z kim tak właściwie mam do czynienia. Czasami wydaje mi się, że za dużo wymyślam i sobie dopowiadam drugie dno. Jednak patrząc a wszechobecny fałsz wydaje mi się to całkowicie naturalne. Po ostatnich doświadczeniach zastanawiam się dlaczego ludzie kreują siebie na kogoś kim nie są? Czy przez to czują się lepiej? Bardziej wartościowi? Czemu zamiast zrobić coś w kierunku tego aby właśnie stać się tym człowiekiem na którego się kreujemy ludzie po prostu udają kogoś innego?

Smutne jest to, że w dzisiejszym świecie po prostu ludziom łatwiej jest udawać niż robić cokolwiek, a może ja wcale nie jestem lepsza? Pytanie tylko brzmi jak można budować prawdziwe relacje opierając się na tak kruchych fundamentach? Lekki smutek łapie mnie na sama myśl o tym.

Zawsze w życiu staram się być po prostu prawdziwa, nie udając niczego i nikogo… sama też, na swojej drodze chciałabym spotykać tylko takich ludzi, a nie spotykam..a może po prostu powinnam spaść na ziemię zamiast żyć jakimiś bzdurnymi (już nie współczesnymi) przekonaniami

Tak mało prawdy wszędzie.